Kilometrówki Żukowskiej. Czarzasty: Będę jej bronić

Dodano:
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty Źródło: KAI / Kancelaria Sejmu/Bartosz Nehring
Marszałek Sejmu, lider Lewicy Włodzimierz Czarzasty skomentował sprawę kilometrówek Anny Marii Żukowskiej.

Biuro poselskie Anny Marii Żukowskiej znajduje się zaledwie 1,7 km od kompleksu sejmowego przy ul. Wiejskiej w Warszawie. Jednak polityk w ubiegłym roku odliczyła ponad 38 tys. zł z tytułu tzw. kilometrówki. Kwota ta, przeliczona na dzienne przejazdy, wskazuje na średni dystans około 90 kilometrów pokonywany każdego dnia, wliczając w to weekendy i święta.

Z danych udostępnionych przez portal jakglosuja.pl wynika, że Anna Maria Żukowska w ubiegłym roku rozliczyła dokładnie 38 181 zł i 95 gr z tytułu kilometrówek. Biorąc pod uwagę stawkę zwrotu za każdy przejechany kilometr, oznacza to pokonanie dystansu przekraczającego 33 tys. km.

"Przemieszczanie się do siedmiu biur poselskich rozsianych po Mazowszu to jedna sprawa. Drugą jest fakt, że mandat poselski sprawuje się nie tylko w swoim okręgu, ale w całym kraju" – powiedziała Onetowi szefowa klubu Lewicy.

O sprawę rozliczenia poseł Lewicy w Sejmie dziennikarze pytali Włodzimierza Czarzastego. – Rozporządzenie, które wydałem, które porządkuje sprawę kilometrówek, porządkuje te sprawy od 1 stycznia 2026 r., czyli od tego roku. Sprawa, o której mowa, miała miejsce w 2025 r. Wykonałem wolę wszystkich, łącznie ze swoją. Wprowadziłem rozporządzenie, które mam nadzieję, uporządkuje sprawę kilometrówek – oświadczył marszałek Sejmu.

Podkreślił, że w sprawie pani Anny Marii Żukowskiej należy się krótkie wyjaśnienie. – Uważam, że powinienem to zrobić, bo będę jej bronić. Nie ma jednego biura, tak jak jest w tej informacji. Pani Żukowska ma kilka biur, w tym biuro w Radomiu. Więc to nie jest tak, że Sejm jest kilometr od jej domu – podsumował Czarzasty.

Media: Tak posłowie "doją" Polaków na kilometrówki

O tym, jak posłowie "doją" Polaków na kilometrówki pisał w środę "Super Express". Gazeta powołuje sie na rozliczenia przejazdów prywatnymi samochodami, którego parlamentarzyści dokonali z ryczałtu na swoje biura poselskie. W artykule przypomniano, że w okręgu wyborczym obowiązywał miesięczny limit 1500 kilometrów a stawki wynosiły 0,89 lub 1,15 zł za km.

"Przejazdy poza okręgiem rozliczano bez szczegółowej ewidencji tras, co dawało dużą swobodę. Sejmowe przepisy pozwalały więc dostać zwrot pieniędzy bez wyjaśniania, skąd i dokąd politycy się przemieszczali, i bez żadnego potwierdzenia przebyte trasy" – czytamy.

Wśród wymienionych przez "SE" znalazł się poseł Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz. Parlamentarzysta od dwóch lat nie posiada prawa jazdy, ponieważ stracił je po nieprzepisowych jazdach po ulicach stolicy. Kilometrówkę mógł jednak pobrać, ponieważ jeździ z szoferem. I tak, były szef MON otrzymał w ubiegłym roku na ten cel 16 732,50 zł. Głośnym w ostatnich dniach przykładem jest również Anna Maria Żukowska. Posłanka Lewicy z Warszawy z tytułu kilometrówek pobrała 38 181,95 zł, choć w ostatnim oświadczeniu majątkowym nie ujawniła posiadania auta. Warto zaznaczyć, że – według zapewnień samej zainteresowanej, ta sytuacja uległa już zmianie i obecnie dysponuje ona samochodem. "W podobnej sytuacji jest wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha (43 l.). Poseł KO także nie wykazywał, że ma auto. Dostał z Kancelarii Sejmu 14 352 zł" – wskazuje gazeta.

W artykule przywołano również przypadek byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Polityk Prawa i Sprawiedliwości, który od października ubiegłego roku przebywa poza granicami kraju, a w 2025 roku był obecny na 15 z 53 posiedzeń Sejmu wziął na ten cel 45 521,80 zł.

Źródło: se.pl / X
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...